Blog

Warto było posłuchać nie tylko Darii Zawiałow

6 kwietnia 2020
Tekst: Wojciech Brusiło Kilka dni przez koncertem Darii, podczas przypadkowego spotkania ze znajomymi, wdałem się w rozmowę na temat sensu jej występu na takiej sali. No, bo jak to? Zazwyczaj gra ona koncerty stojące, rockowe, podczas których panuje, że tak powiem, ruchliwa atmosfera pod sceną. Byłem święcie przekonany, że muzyka Darii nie będzie współgrać z charakterem sali w budynku OWE Odra Centrum Sztuki. Utwory Darii są na tyle żywiołowe, że nie da się ich słuchać siedząc nieruchomo w fotelu.  Podczas tych towarzyskich dywagacji, usłyszałem coś ważnego. „Ty za dużo myślisz. Na muzyce się skup, nie krzesłach.”  Wtedy wyśmiałem to zdanie, nadal pewny swego. Ale, jako że człowiek uczy się całe życie, to wziąłem sobie tę radę do serca i mimo sceptycyzmu postanowiłem robić na koncercie dokładnie to, co powinienem – słuchać muzyki i dobrze się bawić. Przemyślenia zostawiamy na później. Nadszedł piątek, 6 marca. Mając swoje obawy jedynie z tyłu głowy, wybrałem się na występ. Okazuje się, że chyba nie tylko ja bałem się nieruchomej publiki, bo co chwila rozlegały się okrzyki dwóch, chyba największych, fanek. „Daria! Daria!” co podrywało kolejne osoby z miejsc. Kilka osób już stało pod sceną, gdzie z każdą chwilą gromadziło się ich coraz więcej. Gdy piosenkarka wraz z zespołem na dobre zaczęła grać, więcej ludzi skakało pod sceną w rytm muzyki, zdzierając gardła podczas refrenów, niż siedziało w fotelach. I choć daleki jestem do uczestniczenia w tego typu zwyczajach koncertowych, patrzyłem na to z uśmiechem. Głównie, dlatego, że moje początkowe obawy znikały wraz z każdym nowym pustym miejscem na sali. Trzeba przyznać, że muzyka Zawiałow potrafi porwać tłumy. A skoro już o niej mowa…  Album Helsinki jest esencją tego, co w jej muzyce najlepsze. Dzieło pewniejsze i mocniejsze, niż poprzedni A Kysz!. Oryginalna mieszanka popu, gitary elektrycznej i odrobina alternatywy – razem tworzy przepis na świetny koncert. Helsinki zdecydowanie zasłużyły na status platynowej płyty i miano mojego ulubionego albumu. Kiedy wybrzmiała ostatnia piosenka z bólem serca opuszczałem filię Centrum Sztuki, podobnie jak pewnie każdy inny uczestnik koncertu. Co więcej, wychodziłem stamtąd zupełnie zapominając o wątpliwej funkcjonalności krzesła na koncercie.

Obserwacje, opinie i nutka zainteresowania – o VIBRASLAP

11 marca 2020
Tekst: Wojciech Brusiło W ostatni piątek lutego w Oławie pojawił się nieznany mi zespół jazzowy. Dla odmiany ich koncert odbył się w drugiej, bardziej kameralnej, filii Centrum Sztuki. Muzycy wykonali utwory z ich nowej płyty „Different Wor(l)ds”. To na tyle wstępu, bo ja nie o tym chciałem… Przed występem zamierzałem się porządnie do niego przygotować, a dokładniej zapoznać się z zagadkowo brzmiącym zespołem czy w ogóle graną przez nich muzyką. Plany szybko jednak porzuciłem, bynajmniej nie z lenistwa! Przeczytałem jedynie oficjalny opis wydarzenia. Uznałem, że tekst ten będzie bardziej przystępny, jeśli pisany będzie przez laika dla laika. Także, jakie mam odczucia po koncercie zupełnie nowej dla mnie formacji? Przede wszystkim było co najmniej ciekawie. Odrobinę bałem się, że się „odbiję” od muzyki alternatywnej. Mimo obaw, okazało się, że część utworów szczerze mi się spodobało. Moją szczególną uwagę zwróciła Zachłanna noc autorstwa panów Franczaka i Grabowego. Trafiła ona w mój gust na tyle, że już w drodze powrotnej z koncertu, utwór ten odsłuchałem kilkukrotnie. Jednak nie wszystkie piosenki zrobiły na mnie takie wrażenie. Część z nich, szczególnie te bez wokalu, wydały mi się nierytmiczne. Nie chcę się jednak w temat taktu czy rytmiki zagłębiać, gdyż jak mówiłem, nie jestem w tym temacie ekspertem. Wyjaśnieniem moich odczuć względem tych utworów jest zamysł jaki przyjęli artyści tworząc tę płytę, ale do tego wrócę w ostatnim akapicie. Korzystając z faktu, że mogłem swobodnie poruszać się po sali w trakcie występu, obserwowałem momentami widownie. I zobaczyłem tam coś, czym byłem miło zaskoczony. Pomimo, że był to jednak występ dość specyficzny i na pewno nie dla wszystkich słuchaczy, to na sali znaleźli się przedstawiciele chyba każdej grupy wiekowej – od dzieci, przez młodzież, aż po seniorów. I nikt z nich, nie wyglądał na niezadowolonego. Co więcej, jestem przekonany, że wyszli z występu zadowoleni.  Pozwolę sobie jeszcze, w ramach podsumowania, odnieść się do tytułu płyty. Wedle opisów nawiązuje on do różnych muzycznych światów każdego z członków zespołu, a także wpływu jaki miało na ostateczne brzmienie połączenie muzyki jazzowej, ethno czy afro. Different wor(l)ds naprawdę tu pasuje. Z początku sądziłem, iż mix stylistyczny na dobre nie wyjdzie, to przyznaję – byłem w błędzie. Choć dotychczas mój kontakt z jazzem to dwie wizyty w klubie jazzowym Vertigo, to po koncercie Vibraslap ta muzyka na trochę ze mną zostanie.

„Piniata” pełna żartów

21 lutego 2020
Tekst: Wojciech Brusiło Abelard Giza ruszył w Polskę w trasę ze swoim programem stand-upowym: Piniata. 13 lutego wystąpił w Centrum Sztuki w Oławie i… kolejny sukces! Występ zgromadził salę pełną fanów stand-upu, którzy, sądząc po salwach śmiechu, nie zawiedli się nowym programem. I nic dziwnego. Giza udowodnił, że dobrze zrobiony stand-up rozbawi każdego. Nie tylko Abelard Autor programu nie występował jednak sam. Supportowany był przez Jakuba „Śliwę” Śliwińskiego oraz Mateusza Petryka. Choć oboje trzymali poziom, żarty były zabawne, to – jeśli mam być szczery – nie dorównują oni Gizie. W ich występach nie zabrakło jednak tego, co, moim zdaniem, najzabawniejsze w stand-upie: rozmów z publicznością. Nadawało to typowego dla tego typu imprez luzu. Ta interakcja widz-występujący powoduje, że łatwiej wczuć się w klimat. Ostatecznie chodzi o to, żeby się pośmiać, a to udało się bez wątpienia. Mistrz znów na scenie Piniata to kolejne widowisko Gizy. Po udanych Proteus Vulgaris czy Numer 3, Abelard serwuje nowy program. Nowy pod wieloma względami, bo tematyka tego materiału odbiega nieco od poprzednich. Mimo, że ponownie pojawiały się żarty i anegdotki o rodzinie czy rodzicielstwie, to wachlarz poruszanych tematów był bardzo szeroki. Klasyczny jednak był brak tabu. Abelard potrafi zrobić żart ze wszystkiego. Największe wrażenie zrobiło na mnie natomiast to, jak stand-uper przechodził od jednego wątku, do drugiego. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale przejście z tematu przemocy w związku, na kompleksy było co najmniej zaskakujące. Zrobił to tak płynnie, że nawet nie zauważyłem, kiedy zmienił temat. Podobnie jak w przypadku supportu, występ Abelarda bogaty był w kontakt z publiką. Szczególnie podczas fragmentów dotyczących związków. Tutaj pozdrawiamy Anię i Łukasza, z którymi to Giza rozmawiał chyba najczęściej. Był to po prostu Abelard w najlepszej formie. Z tej Piniaty wypadał naprawdę porządny, zabawny stand-up.

Intymnie z Anitą Lipnicka

7 lutego 2020
Tekst: Wojciech Brusiło Anita Lipnicka, wraz z początkiem lutego 2020 roku, wyruszyła w jubileuszową trasę koncertową „Intymnie”. Zaszczyt organizacji pierwszego koncertu przydał Centrum Sztuki w Oławie, gdzie odbył się on 2 lutego. Trzeba przyznać, że były to obchody 25-lecia twórczości z przytupem! Mimo, że Centrum Sztuki regularnie przyjmuję znamienitych artystów, to tak wyjątkowego wydarzenia nie było tu od dawna.  Ale po kolei… „Stawiam na różnorodność” Tak musiała pomyśleć Anita, planując tę trasę. Jak inaczej wyjaśnić taką rozmaitość utworów? Jako, że jest to jubileusz Jej twórczości, piosenkarka uraczyła widzów tekstami ze wszystkich etapów swojej kariery. Po za klasykami, jak Piosenka księżycowa, Wolne ptaki czy Bones of love, pojawiły się również przeboje niemające dotychczas okazji gościć na koncertowej scenie. Na uwagę zasługuje nie tylko to, co Artyści zagrali, ale również jak to zrobili. Oprawa sceniczna (o której jeszcze wspomnę), liczne anegdoty i historie Anity, smyczkowe trio i kameralność sali Centrum Sztuki – to wszystko sprawiło, że całość występu była niezwykle… intymna? Ciężko to określić. To delikatne brzmienie, dopełnione fantastyczną grą świateł, nadawało piosenkom zupełnie nowego oblicza. Nie znajdziecie tego na Youtube. To trzeba poczuć i usłyszeć na żywo. Wszystko kwitnie! Oprawa wizualna była idealnym uzupełnieniem występu. Scena zaaranżowana została na kwitnący, wiosenny ogród oświetlony blaskiem księżyca. Dodatkowo oświetlenie, zmieniające się w zależności od utworu, w połączeniu z licznymi kwiatami i roślinami tworzyły spójną całość. Bez wątpienia mnogość bodźców audiowizualnych była jedną z największych atrakcji koncertu. Zaraz po piosenkach Anity Lipnickiej oczywiście. Dzięki kameralnemu charakterowi tego występu, Artystka mogła również porozmawiać z fanami. Mieli oni okazję posłuchać o tajemnicach stojących za prezentowanymi piosenkami. Anita opowiadała nie tylko historie radosne, ale również smutne, jak odejście ojca czy rozstanie. Nadawało to głębi utworom i pozwoliło lepiej poczuć klimat danego tekstu. Pięknie i z przesłaniem Artystka i jej zespół zostali nagrodzeni gromkimi brawami wypełnionej po brzegi widowni. Gdy Muzycy ponownie wyszli na scenę, wybrzmiała między innymi zagrana na bis piosenka Tęczowa. Anita Lipnicka zapowiedziała ją, jako manifest przeciwko agresji wobec ludzi o odmiennej orientacji seksualnej oraz brakowi tolerancji dla osób inaczej wyglądających czy o innym światopoglądzie. Było to doskonałe dopełnienie tak emocjonującego występu. Swoista kropka nad „i” w słowie intymnie.