Wystawa malarstwa i ceramiki – Sabina Dębicka “Rozszczepienia i powiązania”

Data: 10.09.2026 wernisaż, godzina 18.00 Miejsce: Galeria OKO, otwarta pn - pt, od 8.00 - 18.00 Wstęp wolny

Opis

Zapraszamy na wernisaż wystawy malarstwa i ceramiki Sabiny Dębickiej pt. Rozszczepienia i Powiązania, który odbędzie się w Galerii OKO w Ośrodku Kultury, filii nr 2 Centrum Sztuki w Oławie, w czwartek 10.09.2026 r., o godzinie 18.00.

Słowo od autorski wystawy:

Interesuje mnie moment, w którym forma przestaje być stabilna. Chwila, w której coś pęka, rozpada się, przesuwa albo traci swoją oczywistość, ale nie znika całkowicie. Pozostaje ślad, napięcie, fragment, relacja.

Wystawa Rozszczepienia i Powiązania jest opowieścią o materii, ciele i pamięci. O tym, co znajduje się pomiędzy rozpadem a scaleniem, kruchością a siłą, obecnością a zanikiem. W mojej pracy malarstwo i ceramika są dwoma sposobami badania tego samego doświadczenia. Obraz pozwala mi mówić o ruchu, cieniu i powidoku obecności. Ceramika wnosi ciężar, fizyczność i realną podatność materii na pęknięcie. Interesują mnie ślady, które pozostają po człowieku: zapisane w pamięci, w ciele, w relacjach i w samej materii. Nie traktuję pęknięcia jako końca. Widzę w nim możliwość przemiany, moment przejścia pomiędzy tym, co było, a tym, co dopiero się kształtuje.

Tytułowe rozszczepienia nie są dla mnie doświadczeniem wyłącznie utraty. Są stanem, w którym ujawniają się nowe połączenia. Powiązania pojawiają się tam, gdzie fragmenty, mimo oddalenia, nadal pozostają ze sobą w relacji. W centrum tej opowieści znajduje się jednak cisza, której nieustannie poszukuję. Rozumiem ją nie jako brak, lecz jako stan równowagi osiągany nie poprzez eliminowanie sprzeczności, ale poprzez ich przyjęcie. Ciszę, która pozwala współistnieć temu, co kruche i silne, rozproszone i połączone, niejednoznaczne i prawdziwe.

Rozszczepienia i Powiązania są opowieścią o drodze prowadzącej od niepokoju ku ciszy, od fragmentu ku relacji, od rozpadu ku nowej, choć nigdy ostatecznej, formie scalenia.

Sabina Dębicka

Artystka wizualna

 

Słowo od kuratorki wystawy – Pauliny Wojewodzic

Czy istnieje coś takiego jak stabilna forma człowieka?

Żyjemy, przyzwyczajając się do poczucia własnej ciągłości. Tymczasem nieustannie przechodzimy z jednego stanu w drugi. Dorastamy, opuszczamy miejsca, które były domem, budujemy i tracimy relacje, stajemy się rodzicami, doświadczamy narodzin i śmierci. Zwykle pamiętamy siebie sprzed tych wydarzeń i rozpoznajemy siebie po nich. Znacznie rzadziej przyglądamy się temu, co wydarza się pomiędzy.

Właśnie ten stan interesuje mnie najbardziej w pracach Sabiny Dębickiej. Moment, w którym dotychczasowa forma została już naruszona, ale następna jeszcze nie zdążyła się ustalić. Nie jest to pustka. Jest to stan zawieszenia — pełen napięcia, niepewności i możliwości.

Na co dzień nauczyliśmy się takich momentów nie zauważać. Być może dlatego, że stabilność daje poczucie bezpieczeństwa. Dopiero dokonując retrospektywy własnego życia, potrafimy dostrzec miejsca, w których coś się przesunęło. Chwile, po których nadal byliśmy sobą, a jednak już nie dokładnie tymi samymi ludźmi.

W „Rozszczepieniach i Powiązaniach” podobnej niestabilności podlega materia.

To właśnie sposób, w jaki artystka się nią posługuje, wydaje mi się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów jej języka. Nie interesuje mnie przy tym wyłącznie to, co przedstawiają jej prace, ale to, jak zachowuje się w nich forma. Zagęszcza się i rozpada, nabiera ciężaru, by za chwilę utracić wyraźną granicę. Bywa zwarta i cielesna, innym razem przypomina błonę, osad, mgłę lub powidok.

Malarstwo i ceramika pozwalają artystce sprawdzać tę formę w dwóch różnych porządkach. Obraz pozostaje powierzchnią, na której można budować kolejne warstwy, zacierać je i pozostawiać jedynie fragmenty wcześniejszych gestów. Ceramika wychodzi w przestrzeń. Ma objętość i ciężar, ustanawia własną fizyczną obecność. Zestawienie tych dwóch mediów sprawia, że podobne struktury możemy obserwować raz jako obraz, innym razem jako obiekt.

Szczególnie interesująca staje się przez to niejednoznaczność skali.

Patrząc na organiczne struktury pojawiające się w pracach Sabiny, trudno czasami rozstrzygnąć, czy znajdujemy się niezwykle blisko, czy bardzo daleko. Forma może przypominać tkankę, błonę lub fragment ciała, a chwilę później szczelinę skalną, powierzchnię ziemi czy nieokreślony pejzaż.

Ciało zaczyna przypominać krajobraz, a krajobraz — ciało.

Granica pomiędzy światem wewnętrznym i zewnętrznym ulega zatarciu. To, co wydarza się na zewnątrz, zostaje przetworzone przez doświadczenie; to, co wewnętrzne, zmienia sposób widzenia rzeczywistości. Krajobraz przestaje więc oznaczać wyłącznie miejsce. Może być również topografią pamięci, napięć i doświadczeń.

Ten sposób myślenia znajduje swoje rozwinięcie w konstrukcji całej wystawy, zbudowanej wokół dwóch dominujących porządków: czerni i bieli.

Nie odczytuję ich jednak jako prostych przeciwieństw ani kolejnych etapów historii, w której czerń miałaby oznaczać rozpad, a biel — jego przezwyciężenie. Bardziej interesuje mnie potraktowanie ich jako dwóch stanów tej samej materii.

Czerń ją zagęszcza.

W czerni forma nabiera ciężaru. Staje się bardziej fizyczna, cielesna, zamknięta w swoich granicach. Kontrast wydobywa napięcia, szczeliny i podziały. Obraz i obiekt wyraźnie zaznaczają swoją obecność w przestrzeni.

Biel działa odwrotnie.

Rozprasza granice. Forma nie znika, ale trzeba jej szukać. To, co wcześniej było wyraźne, może stać się prześwitem, błoną, delikatnym zaburzeniem powierzchni. Widz musi podejść bliżej, zatrzymać wzrok, pozwolić mu przyzwyczaić się do mniejszego kontrastu.

Wystawa nie prowadzi więc po prostu od czerni do bieli. Prowadzi od jednego sposobu doświadczania formy do drugiego — od jej intensywnej obecności ku sytuacji, w której zaczynamy dostrzegać również to, co znajduje się wokół niej i pomiędzy jej fragmentami.

Właśnie owo „pomiędzy” wydaje mi się kluczowe.

Ślad jest szczególnym rodzajem takiego stanu. Znajduje się pomiędzy obecnością i nieobecnością. Coś musiało istnieć, aby mogło go pozostawić, ale w chwili, kiedy na niego patrzymy, źródło śladu może być już nieobecne. Pozostaje odcisk, szczelina, zmiana powierzchni, fragment obrazu. Ślad nie odtwarza tego, co było. Informuje jedynie, że coś się wydarzyło.

Podobnie funkcjonuje pamięć. Nie jest archiwum przechowującym nasze doświadczenia w nienaruszonej postaci. Z czasem jedne obrazy stają się wyraźniejsze, inne tracą ostrość. Pewne elementy pozostają, inne znikają. Powstaje nowy układ.

Dlatego rozszczepienie w pracach Dębickiej interesuje mnie nie tyle jako gest zniszczenia, ile jako moment ujawnienia nowych relacji. Kiedy zwarta forma zostaje naruszona, zaczynamy dostrzegać nie tylko jej fragmenty, ale również przestrzeń, która powstała pomiędzy nimi.

A przestrzeń pomiędzy nie musi być brakiem.

Może być miejscem relacji.

W tym sensie także tytułowe powiązania nie muszą oznaczać fizycznego scalenia. Dwa elementy mogą pozostać oddzielone, a mimo to wpływać na sposób, w jaki postrzegamy każdy z nich. Odległość może budować napięcie równie silnie jak kontakt. Pustka może należeć do kompozycji tak samo jak materia.

To właśnie tutaj dostrzegam największy potencjał języka Dębickiej: w stopniowym odchodzeniu od konieczności nazywania i przedstawiania na rzecz budowania doświadczenia poprzez materię, skalę, rytm, odległość i brak. Im mniej jednoznaczna staje się forma, tym więcej miejsca pozostaje dla widza.

I być może właśnie dlatego na końcu tej wystawy pojawia się cisza.

Nie interesuje mnie ona jako przeciwieństwo niepokoju ani jako obietnica, że wszystko ostatecznie znajdzie swoje miejsce. Bardziej jako konsekwencja redukcji. Moment, w którym obraz nie musi już wszystkiego pokazywać, obiekt wszystkiego nazywać, a pustka pomiędzy nimi przestaje wymagać wypełnienia.

Cisza wymaga zatrzymania. Podobnie jak białe formy wymagają dłuższego spojrzenia, a ślad — świadomości tego, czego już nie widzimy.

Być może dlatego przejście przez „Rozszczepienia i Powiązania” nie prowadzi ku odzyskaniu utraconej stabilności. Prowadzi raczej ku zgodzie na jej brak.

Bo człowiek, podobnie jak materia, nieustannie zmienia swoją formę. To, co przeżywamy, pozostawia ślady, przesuwa granice i tworzy nowe układy. Nie zawsze potrafimy uchwycić moment tej przemiany.

Czasem dostrzegamy go dopiero wtedy, gdy patrzymy wstecz.

Paulina Wojewodzic

Kuratorka wystawy